powiem Wam ,że się dziś nabiegałam po lesie za nimi ... czułam się raczej jak na grzybobraniu ,bo trzeba było szukać pojedynczych krzaczków ,na których było tylko po parę sztuk ciemnych kuleczek...
no i do tego czarne chmury, z których co jakiś czas obficie padało,
daleko w las nie dało się pójść ..tym bardziej ,że dzieciorki były z nami ....
no ale ja uparta jestem i jak już holenderka swojego zabrałam na wieś, to jagody w nim znaleźć się musiały:)))) .....
jest ich co kot napłakał ,ale na jutrzejsze pierogi wystarczy :)))
ciekawa jestem jakie ceny jagód będziemy mieli w tym roku ???....a może to tylko w naszym lesie taka malizna jagodowa ???
a przy okazji mała sesyjka z udziałem białej pelargonii ,która ostatecznie wylądowała z doniczką na wolności :)
albo taka np wariacja z jogurtem naturalnym i granolą :)
pozdrawiam Aga :)
