no cóż ....życie pełne jest wzlotów i upadków .....wieczna szczęśliwość może mogłaby być przez nas niedoceniana i przez to wręcz nudna ???? ......a tak, jak dostaniemy czasem po głowie, to zatęsknimy za nią właśnie ....
miałam Wam dzisiaj pokazać relację z mojego buszowania w Spale na jarmarku staroci ......chciałam poszukać koła ,takiego od starego wozu drabiniastego ,bo wymyśliłam sobie żyrandol na mój ganek z niego właśnie ......
No i z moim pechem wyszło jak zwykle .....Czabi złapał kleszcza i zachorował .......ALE JAK !!!!
początkowo był osowiały ,potem nie miał siły sam wejść na trzecie piętro ,potem było ciut lepiej ,ale dziś rano zaczął oddawać mocz z krwią ......i ledwie utrzymywał się na łapach ...odmawiał picia i nawet rybka wędzona go nie skusiła ......zamiast jarmarku odwiedziliśmy weterynarza ...... badanie krwi ,kroplówki ,antybiotyk ......i informacja, że w tym roku w okolicach Łodzi panuje borelioza ...zwierzęta nie chorują na nią w przeciwieństwie do ludzi ...mają swoją własną odmianę ,która niszczy nerki .....
posta zrobiłam ,żeby przestrzec Was przed kleszczami ...uważajcie na siebie ...nie odkładajcie zakupu obroży dla swoich pupili ,lub sprayów dla ochrony siebie .....ja rozważam nawet szczepienie się ,chociaż tyle teraz jest za i przeciw ....ale wiecie jak to jest .....człowiek myśli ,że jego to nie dotknie i jakoś to będzie ..przecież nie raz miało się kleszcza ......ja dziękuję Bogu w całym tym nieszczęściu ,że ten kleszcz nie przyczepił się do Kuby .....
Czabiego jak wiecie przygarnęliśmy ,a właściwie to zawdzięcza to swoje miastowe życie Kubie ......i uwierzcie mi ,że potrafi się odwdzięczyć ......zawsze kiedy mój syn ma być chory, pies idzie spać pod jego łóżko i nie da się stamtąd wyciągnąć ....kiedyś zimą śnieżną szłam z nim do sklepu ...trzymałam go na smyczy ...w pewnym momencie usiadł i zaparł się całym sobą ,a że jest niewielkich rozmiarów, pociągnęłam go do siebie ...i wiecie co ??? dobrze, że przed sklepem był daszek ,bo ledwo pod nim stanęliśmy ,a cały śnieg zgromadzony na dachu ,runął po bokach daszku .......potrafi się przytulić kiedy go o to poprosisz ...kiedy dzwoni telefon ,a ja jestem np w łazience ...wyje ile ma sił :))))) a kiedy dzwoni domofon ,nie uspokoi się dopóki nie dojdę do drzwi i nie podniosę słuchawki ...
nie uczony ,od małego nigdy nie załatwił się w domu ,kiedy coś mu jest, wstrzymuje tak ,że aż wpada w dreszcze ..... dla mnie to najmądrzejszy pies pod słońcem .... a miłość pomiędzy moim dzieckiem ,a nim jest po prostu jak z najlepszych powieści ...dam sobie rękę uciąć ,że w obronie mojego dziecka oddałby swoje własne życie ......długo też mogłabym pisać .....o niewygodach posiadania psa również :))))) ale po podsumowaniu wychodzi mi na to ,że oddam ostatnie pieniądze ,żeby ratować mu zdrowie i życie .......
uważajcie na siebie i swoich pupili :)
pozdrawiam Aga